Home > Sami o sobie > Powrót Hodiego
Hodi to słowo niemal już zapomniane, rzadko używane. Oznacza „dosyć”, „wystarczy”. Taki pseudonim literacki, jeden z wielu, jakimi się posługiwał, nadał sobie Józef Tokarzewicz, żyjący w latach 1841-1919 bielszczanin, człowiek polsko-ruskiego pogranicza, a przy tym Europejczyk, autor kilku powieści i niezliczonej liczby artykułów, rozpraw, polemik, niegdyś pozostający w głównym nurcie życia kulturalnego, dziś tak jak słowo, za którym się skrył, znany nielicznym.

Naszej, współczesnych, pamięci przywraca go Doro-
teusz Fionik, założyciel Stowarzyszenia Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach. Czyni to jako wydawca serii „Literatura Podlaskich Białorusinów” i autor poświęconej mu książki, która wysoko umiejscawia całą twórczość Tokarzewicza, szczególną pozycję przyznając powieści „Pan Ślepy-Paweł”, od której, jak uważa, zaczyna się podlaska, nowożytna literatura.
Wywodził się Józef Tokarzewicz ze starego, mieszczańskiego rodu, wcześniej zapisywanego jako Tokarewiczowie, osiadłego w Bielsku gdzieś od XVI stulecia. Miał wśród swoich przodków właścicieli licznych placów, członków rad miejskich, burmistrzów, osoby zaangażowane w życie swej społeczności, poważane.
Ojciec, Bazyli Tokarzewicz, zatroszczył się o wykształcenie najstarszego syna. Ukończył on najpierw prowadzoną przez pijarów pięcioklasową szkołę powiatową w Drohiczynie, potem stojące na dobrym poziomie Gimnazjum Białostockie. Po jego skończeniu zdecydował się na studia na Uniwersytecie Moskiewskim, na wydziale fizyczno-matematycznym. Nie tylko pilnie się uczył, włączył się też w działalność radykalnych grup studenckich, domagających się reform w życiu społecznym. Jak sam wspominał: „cały w demonstracjach, jeżdżę, chodzę, śpiewam…”.
Pod koniec grudnia 1862 roku, na własną prośbę, został zwolniony z uniwersytetu. Wpłynęły na to nie problemy finansowe czy kłopoty z nauką, a kwestie polityczne, pragnienie włączenia się w przemiany, jakich domagano się w rodzinnych stronach.
Od razu po powrocie, w styczniu 1863 roku, dołączył do oddziału powstańczego, który walczył pod Siemiatyczami, potem na Kurpiach i Lubelszczyźnie. Tam zachorował na ciężką postać malarii i w kwietniu przeszedł przez granicę do Galicji.
Leczył się w Krakowie, który opuścił pod koniec 1863 roku, by udać się na emigrację do Paryża.
Nie zarzucił tam nauki, rozpoczął studia w założonej przez księcia Adama Czartoryskiego Wyższej Szkole Polskiej, potem wstąpił na wydział prawa Sorbony.
Redagował w tym okresie kierowany do polskich studentów tygodnik „Przyszłość”, w którym coraz więcej miejsca poświęcał kwestiom polityczno-społecznym.
Przebywał w polskim środowisku, ale zawsze podkreślał, że jest prawosławnym Rusinem, co niekiedy było źródłem nieufności.
Sam pisał: „Jesteśmy młodzi, przez to samo pozbawieni tej cnoty stanu, który się taktem politycznym zowie; pochodzimy z ludu, co przez dziewięć wieków żadnego w sprawach politycznych nie brał udziału; należymy do Kościoła wschodniego, którego wyznawcy na emigracji są tak nieliczni, że biorą ich zwykle za jedno z Moskalami”.
Nieco później Henryk Sienkiewicz napisze o nim: „Jest to z rodu Rusin. Człowiek wykształcony bardzo. Rozmyślający, ustawicznie zamyślony, pogrążony w sobie, posępny – na pozór zamknięty, a w gruncie rzeczy nad wszelką miarę uczuciowy. Posiada on pierwszorzędne zdolności”.
Redagowanie kolejnych pisemek nie gwarantowało stałego, dobrego dochodu. Kłopoty finansowe stały się codziennością. Kiedy jednak w 1870 roku rozpoczęła się wojna francusko-pruska, zaciągnął się do paryskiej Gwardii Narodowej, zrzekając się żołdu. Już po wejściu Prusaków i opuszczeniu oddziału pisał: „Zimno mnie przejmuje. Od czterech dni żywię się okruszyną owsianego chleba i filiżanką zabielonej czymś kawy, którą mi na kredyt co rano przynosi gospodarz hotelu”.
Kiedy wkrótce wybuchła Komuna Paryska, nie przyłączył się, a nawet potępił ten zryw, co nie uchroniło go przed aresztowaniem i zamknięciem w lochach pod Wersalem. Codziennie wyciągano stamtąd co dziesiątego więźnia i rozstrzeliwano.
Udało mu się przeżyć…

Zwolniony dzięki interwencji przyjaciół, życie widział już w innych barwach. We wspomnieniowym szkicu „Wśród zwyciężonych nazajutrz po klęsce” podsumowywał lata 1862-1871: „Dziesięć lat życia to tyle prawie dla jednego człowieka, co dziesięć wieków dla ludzkości. Co było ogniem wiary, przetlało na popiół wiedzy. Co szczęściem świeciło, przepadło marą; co błogim rumieńcem tryskało z serca, krzywym uśmiechem skostniało na ustach…”.
Odmieniło się wewnętrzne życie, ale i otoczenie Józefa Tokarzewskiego. W swojej publicystyce coraz więcej pisał o literaturze, sztuce, człowieku, podróżował po Europie. W Normandii poznał Wandę Hermanowską, po zmarłym mężu Paszkowską, rzymską katoliczkę, i ożenił się z nią w kościele. W październiku 1874 roku urodził się jego jedyny syn Kazimierz.
Mieszkał w Paryżu, ale publikował przede wszystkim w prasie krajowej. Informował polskiego czytelnika o nowych prądach w literaturze, przemianach w teatrze, nowych wystawach. Tłumaczył z francuskiego, w tym „Dzwonnika z Notre Dame” Wiktora Hugo. Przyjaźń głęboka połączyła go z Cyprianem Kamilem Norwidem.
Zbierał też materiały i przemyślenia do swej pierwszej powieści – „Pan Ślepy-Paweł”, której akcja toczy się w latach 1827-1828 na Bielszczyźnie. I w której sięgnął do języka lat młodzieńczych. „Ruszczyzna dawna, czysta, dźwięczna jak złoto staroświeckie” – wspominał.
To tę powieść podpisał pseudonimem T. Hodi. W wydaniu książkowym ukazała się w 1881 w renomowanej oficynie Gebethnera i Wolffa. Odbiór nie zawsze był pochlebny, jednak Henryk Sienkiewicz krytyczne uwagi zamknął opinią: „A jednak nie jest pospolicie pisany ten Ślepy Paweł”.
Rok później uzyskał zgodę władz rosyjskich na powrót, bez prawa stałego pobytu w Królestwie Polskim. W drodze do Wilna zatrzymał się na dłużej w rodzinnym Bielsku, spotkał z rodziną, znajomymi. Pobyt ten stał się zapewne inspiracją do kolejnej powieści, „Łyki i Kołtuny. Pamiętnik mieszczanina bielskiego 1790-1816”. Przez wielu jest ona uważana za oryginalne wspomnienia Rocha Sikorskiego, Doroteusz Fionik, podpierając się opiniami prof. Janusza Tazbira czy dr. Zbigniewa Romaniuka, podważa takie oceny.
W Bielsku też zapewne rodziła się koncepcja szkiców historyczno-filozoficznych „Samorząd społeczny dawny i nowy”, do których wertować musiał dawne dokumenty.
Do Wilna sprowadził rodzinę, mieszkał tam jego brat i dalsi krewni, nie udało mu się jednak włączyć w życie kulturalne miasta. Warunkiem powrotu z zesłania było złożenie wiernopoddańczej przysięgi, co – jak uważał – zostało źle przyjęte.
Żalił się „Zajęty pracą, zajęty rozmaitemi legalizacjami, siedzę w domu, nigdzie nie bywam, nikomu się nie prezentuję. (…) Siedzę lub chodzę i dumam: dlaczego nikt a nikt z Warszawy nie odpowiada mi na listy?…”.
Miał wytłumaczenie: „Literat przyjął prawosławie!… Zbrodnia to straszna, ale cóż kiedy aż sięga wieku XVI, kiedy pradziad mojego przodka, przesiedliwszy się ze wsi Tokary do Bielska Podlaskiego, zaliczony został jako Rusin z rodu, do wyznawców Kościoła wschodniego”.
Tokarzewski nigdy nie przestał być prawosławny, nigdy tego nie ukrywał, poczuwał się do związków z Rusią. Podkreślał, że tylko w przyjacielskim, bratnim współdziałaniu z Rusią Polska może istnieć w pełnym kulturowym wymiarze. Pisał: „Przekonaniem mojego całego życia było i jest, że Polska bez Rusi zginąć musi nieodwołalnie, nieodmiennie, pod względem społecznym (…) Bardzo dawno powiedziałem sobie: jestem Rusin, należę do obrządku wschodniego, pochodzę z krainy już prawie za rosyjską uważanej. Gdybym na polu literackim w Polsce potrafił zrobić cokolwiek stalszego, trwalszego, donioślejszego, nie przestawszy być Rusinem (…) jakże bym wiele uczynił dla dobra biednej tej cywilizacji rusko-polskiej”. I w innym miejscu: „Zdecydowanie byłem, jestem i będę za związkiem z Rosją postępową, liberalną, uczciwą”.
Atmosfera wileńskiego zmarginalizowania na tyle Tokarzewiczowi dokuczała, że postanowił przenieść się do Petersburga, gdzie działało prężne środowisko polskie. Nie tylko w nim się poruszał. W kręgu przyjaciół znalazł się między innymi Michał Kojałowicz, który w swoich pracach naukowych położył solidny fundament pod samookreślenie się Białorusinów jako narodu.
Kiedy syn Kazimierz zakończył naukę w szkole realnej w Kronsztadzie, a potem studia w Petersburskim Instytucie Technologicznym, Tokarzewicze postanowili przenieść się pod Warszawę, do Grodziska Mazowieckiego. Kazimierz robił karierę zawodową, ojciec wciąż zajmował się publicystyką. Jego twórczość była coraz wyżej ceniona.
I w Grodzisku zmarł, 2 sierpnia 1919 roku. Jest pochowany na tamtejszym cmentarzu.
O Józefie Tokarzewiczu, Hodim, coraz mniej pisano, coraz bardziej osuwał się w niepamięć. W latach sześćdziesiątych prof. Bazyli Białokozowicz pisał o nim na łamach „Niwy”, Zbigniew Romaniuk nie tak dawno w „Bielskim Almanachu Historycznym”. Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach w stulecie śmierci Hodiego i 180 rocznicę innego wybitnego bielszczanina, profesora okulistyki, który wielką karierę zrobił w Rosji, Emiliana Adamiuka, przygotowało wystawę, poświęconą „synom jednego miejsca i czasu”.
W bielskim ratuszu 20 lutego Muzeum Małej Ojczyzny zorganizowało promocyjne spotkanie, w którym wzięła udział duża grupa zainteresowanych. Prowadzący je Wojciech Konończuk powiedział m.in.: – My nie odkrywamy Józefa Tokarzewicza dla historii Bielska, bo był i jest tu osobą znaną. Staramy się odczytać go na nowo.
Hodi powrócił do pamięci rodaków.

Dorota Wysocka

Warto przeczytać
З Бельска родам
Tut można hawaryć pa naszamu
Беларуская гавэнда
Święto pieśni i radości

Odpowiedz